Wiele pisze się, mówi o zmianach klimatycznych. Są tacy, którzy nie wierzą (ateiści pogodowi). Są tacy, którzy wierzą ale nie mogą nic zrobić (bo klimat panie to coś na co ludzkość wpływu żadnego nie ma). Są w końcu tacy, którzy walczą o zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery ( bo kto jak nie my?).

Religia klimatyczna ma rzesze hejterów, należą do nich między innymi czołowi przywódcy świata, tacy jak Donald Trump, który chce się wycofać z porozumienia klimatycznego. Na nic głosy naukowców, perswazje europejskich polityków i argumenty ludzi zagrożonych wysiedleniem z powodu zmian klimatycznych. Prezydent USA przecież wie doskonale, że zmian klimatycznych powstrzymać nie sposób.

Nie trzeba jednak szukać sceptyków OZE aż za oceanem. Prezes rządzącej dziś w Polsce partii również nie widzi powodu by zmienić Polskę w zieloną strefę energetyczną. Jak podał Newsweek Jarosław Kaczyński będąc z wizytą na Śląsku wykrył gdzie jest pies zielonej energii pogrzebany: „Chodzi tylko i wyłącznie o to, żeby nas zmusić do kupowania bardzo drogich technologii” i „nie ma żadnych dowodów, że w ogóle wszystko razem ma jakiekolwiek znaczenie.” (http://www.newsweek.pl/polska/co2-nie-ma-znaczenia-dla-klimatu–kaczynski-na-slasku,89656,1,1.html)

PiS kocha polski węgiel. Brykiet, węgiel ekogroszek, węgiel orzech, węgiel miał – czysta poezja, nic tylko kupować. Szkoda jedynie, że zimowe wieczory w polskich wioskach wymuszają używanie masek gazowych, bo wdychać tego po prostu nie sposób. Ale co tam. Węgiel wszak jest polskim złotem. Obok miedzi jest to zdaje się jedyne złoto, które posiadamy. O pardon mamy jeszcze złotoustych polityków, którzy wcisną nam każdy kit byle wygrać wybory.

Nie wierzycie? Otóż spieszę wyjaśnić. PiS nie lubi OZE. Nie wierzy w powstrzymanie lub spowolnienie zmian klimatycznych. Wierzy jednak w biznes. Jak bardzo? Dziś mogę śmiało napisać, że ta miłość na starcie warta jest 12 275 900 zł.

Ciekawi jesteście zapewne na co zostaną wydane fundusze ze środków przyznawanych przez Departament Innowacji w Ministerstwie Rozwoju. Wyłuszczę Wam więc genialny biznes PiSu.

Polak jak to Polak umie sobie policzyć ile musi wydać na panele i jak szybko mu się ta inwestycja zwróci. Poza tym Polak do bardzo zamożnych obywateli świata zazwyczaj nie należy. Buduje więc z tego na co go stać. Panele należą do rzadkości. Zdecydowana większość inwestorów omija fotowoltaikę szerokim łukiem. Głośno nikt tego nie mówi ale w prywatnych rozmowach można usłyszeć, że to się psuje zanim zarobi.  Na ile jest to prawda? Nie wiem. Jestem wszak prostą babą ze wsi. Wiem tylko, że w okolicy mojej chałupy nikt sobie paneli nie instaluje. Na nic kredyty, na nic marketingowe zachęty i infografika. Prund jezd z elektrowni a ciepło z wyngla – tak jak prezes prezesów mówił.

PiS jednak przekona Polaków do inwestycji, w które nie wierzy. Za 12 275 900 zł opracuje projekt prądotwórczej blachodachówki. Prawda, że to genialne? Wystarczy na blachę narzucić warstwę kleju zawierającego nanomiedź i przymocować ogniwa cienkowarstwowe. Dwa w jednym – jakież to proste. Jedna inwestycja a dwie korzyści. Ciepły dach nad głową i prąd za darmochę. Jak to dobrze wykorzystać to i wodę się z takim innowacyjnym dachem zagrzeje.

Jest tylko jeden, najwidoczniej dla przyznających granty na badania, niewielki problem. Dach ludzie kładą na lata. Czasem wystarcza na 3 pokolenia. Panele natomiast trzeba wymieniać – podobno ich wydajność znacznie spada już po 5 latach użytkowania. Nawet jeżeli uda się wydłużyć sprawność ogniw cienkowarstwowych np. do 10 lat to po jaki gwóźdź wymieniać cały dach skoro można tylko panele?

Znacie odpowiedź na to pytanie? Mi odpowiedź nasuwa się sama. Po to żeby wydać 12 279 900 zł, a potem zarabiać na pokryciach dachowych znacznie częściej niż do tej pory bywało. Miejmy nadzieję, że długo jeszcze inwestor nie będzie zobligowany do stosowania tych innowacji w wydaniu PiS.

źródło: http://www.budnews.pl/blachodachowka-zintegrowana-komorkami-fotowoltaicznymi/

 

 

 

 

(Visited 117 times, 1 visits today)